Mapa/Maps
Aneta & Stefan Gieysztor
Pokrzywnik 11, 59-623 Lubomierz
tel.: 695 123 077, 691 079 391
anetagieysztor@op.pl
Konto bankowe: 47 1540 1199 3036 8065 2393 0001
Nasza pozycja wg GPS
E 15o 37' 33"
N 50o 50o 57' 54"
















             Pokrzywnik łączy ze światem stuletni już szlak kolejowy ciągnący się od Jeleniej Góry, aż do Lwówka Śląskiego. Malownicza trasa wije się jednym torem wzdłuż Bobru, u podnóża otaczających ją wzniesień, zatrzymując się na podupadających, sennych, stacyjkach. Pociąg towarzyszy rzece po lewej albo po prawej stronie, gubiąc ją po drodze lub odnajdując w zmienionych postaciach, na początku jako niepozorne koryto, później przekształcone w szeroką taflę sztucznego jeziora. Nim jednak doń dotrze, lokomotywa uparcie pnie się pod górę, poczym zwalnia przed oryginalną otwartą konstrukcją jakby odwróconą do góry nogami, zwisającą w dół a nie jak zazwyczaj rozpiętą w żeliwnym wygięciu nad głową. Najwyższy w Polsce most kolejowy bierze na siebie cały ciężar bezwładnego żelastwa wraz z unoszonymi w nim niby piórka ludźmi, napina się i trzeszczy. Kilkadziesiąt metrów poniżej, wrzyna się w zbocze niepozornym lejem jedno z wielu rozlewisk. Z wysokości 43 metrów niemal z duszą na ramieniu można podziwiać błyszczące w słońcu jezioro zamknięte w oddali łukiem granitowej korony, odcinającej się na tle górującej nad nią ściany strzelistych świerków.
             Gęsto rosnące krzaki przy torach na krótko zasłaniają widok, po czym zza zakrętu wyskakuje z przeciwnej strony malownicza stacyjka z jednym peronem przykrytym lekkim płaskim daszkiem, wspartym na zgrabnych żeliwnych filarach. Parterowy budynek, z od lat zabitym deską okienkiem kasy biletowej, w niewielkiej przestrzeni poczekalni świeci pustką. Jedynie na brunatnym butwiejącym poszyciu jego ściany niepozorna tabliczka umocowana tuż pod dachem informuje, iż oto docieramy do 'Stacji Zapora'. Rozlega się nieprzyjemny pisk hamulców, pociąg z trudem zatrzymuje się, szarpiąc cały skład i niby domino powodując w ostatecznym efekcie ciężkie bezwładne otwarcie się drzwi. Chciało by się już wyskoczyć, lecz poziom peronu jest nisko i trzeba odczekać aż wagon zatrzyma się w miejscu by bezpiecznie zejść po stopniach.
             Ziemia zaskakuje swoją miękkością. Zstąpienie na nią sprawia ulgę, wrażenie wyzwolenia od przytłaczającego balastu żelaznego pojazdu, podróży i tego wszystkiego co zostawiliśmy kilkanaście godzin temu. Pociąg powoli rusza zabierając ze sobą przesuwające się przed nami nieliczne spojrzenia zdziwionych naszym widokiem miejscowych pasażerów. Dwa wagony i stara lokomotywa z każdą sekundą są coraz bardziej odległe i nieosiągalne. Gwizd piszczałki przestrzega, że skład zbliża się do tunelu aż w końcu znika z oczu i dookoła zapada całkowita cisza. Po drugiej stronie torów w szerokim lustrze wody odbija się błękit i odwrócony do góry nogami strzelisty brzeg jeziora. Nad nim, na tle nieba, w oddali wyraźnie rysuje się panorama Karkonoszy ze Śnieżką po środku. W głowie aż huczy tutejsza cisza, na przemian z uciekającym echem pociągu i słabnącym pogłosem szumu miasta, które pozostało gdzieś wczoraj, czy jeszcze dalej...