My i nasz dom

             Najstarszy fragment domu, kamienna stajnia pochodzi prawdopodobnie z połowy XIX wieku. Budowę pozostałej części od piwnic aż po dach ukończono 27 czerwca 1911 roku, co można odczytać na znalezionych pod podłogą deskach, większej upamiętniającej koniec dzieła, sygnowanej przez cieślę, oraz na dwóch mniejszych, podpisanych imionami i nazwiskami miejscowych majstrów, uczestniczących również we wznoszeniu Zapory Pilchowickiej. Dom jest tak szczęśliwie posadowiony, że z każdej strony oblewa go słońce. Rano od ogrodu od wejścia, całą fasadę frontową, w południe bok od wjazdu z drogi, zachodnie promienie grzeją tył od sadu sąsiadki, a od północy ostatnie liźnięcia delikatnie głaszczą taras sypialni i pod nim kamienie podłogi letniej kuchni. Mieszkamy w środku Pokrzywnika, lecz jednocześnie z boku, odsunięci od głównej drogi, przy ciągnącym się od niej bitym trakcie prowadzącym do dawnego majątku, dziś już tylko pod postacią zapuszczonej willi na wzgórzu naprzeciw. Na jego malowniczym tle, przy studni rośnie stuletnia lipa. U jej podstawy, w dziupli wielkości człowieka, od czasu do czasu robi sobie domek nasza suczka Tea. Kilka razy w roku grzebie w ciemnej czeluści coraz głębszą norkę tym bardziej się w niej chowając, bowiem jest prawie czarna i wówczas nie wiadomo, że tam właśnie siedzi, a my zachodzimy w głowę gdzie się podziewa, wołamy ją i szukamy wszędzie tylko nie tu. Tea tymczasem, cichutko zwinięta w kłębuszek w swoim gnieździe, wystawia zeń ledwie widoczny ciemny pyszczek i patrzy zdziwiona niepotrzebnym hałasem. Gdy świeci słońce wygrzewa się pod lipą, poburczy, kiedy ktoś przejdzie drogą, zdarza się, że na nią wybiegnie i zaszczeka na nieznajomą osobę, lecz nie ugryzie i nikomu nie uczyni krzywdy, bo jest jej tu dobrze i pokazuje tylko, że to właśnie jej teren. Nie mamy bramy ani ogrodzenia. Tworzy je Tea, czas i natura.
             Od wschodu rosną tuje, od południa, przy drodze zimozielone krzewy, a od zachodu, ze strony sąsiadki - Pani Ani jest tylko trawa. Płotu już nie ma, rozpadł się ze starości, a w jego miejsce powstała w czasie prac ziemnych wokół domu skarpa. Najlepiej byłoby gdyby tak zostało, bowiem idąc dalej wzdłuż jej uskoku na północ nasze łąki, wraz z kolejnym sąsiadem równają swoje poziomy łącząc się i przenikając w jedną przestrzeń rozciągającą się aż do lasu. Odległy około 100 metrów stanowi naturalną granicę Dzikiego Wąwozu, będącego częścią założenia pałacowego parku w Maciejowcu. Widać go z okien naszej sypialni i poddasza, tak jak i słychać o zmroku, czy nocą, gdy huka puszczyk. Bardziej na prawo, na zboczu majątku przed nami, prawie cały rok pasą się sarny. Nieliczna rodzinka o świcie lub w ciemności odwiedza także nasz ogród i sąsiedztwo za drogą po skosie. XIX-wieczne gospodarstwo z budynkami zamykającymi podwórze z trzech stron otwiera się na mały staw powyżej, łąki, las i góry, nieoczekiwanie tworząc swój niepowtarzalny malutki świat. Identycznie posadowione jest nasze domostwo, bokiem na południe, dzięki czemu przy dobrej pogodzie za oknem również możemy oglądać pola i ośnieżone szczyty Karkonoszy.
             Zataczając pełny obrót wokół osi domu, oglądamy najbliższe, miłe oku sąsiedztwo Pani Ani: zieloną łąkę, sad, olbrzymi krzak starej leszczyny, obok zardzewiałą kosiarkę, na której co roku suszy się skrzętnie ułożona sterta długich gałęzi na rozpałkę, przyciągniętych z Dzikiego Wąwozu. Resztę obrazu wypełnia po lewej spatynowany ceglany mur tyłu obórki, nakrytej zszarzałą dachówką i po prawej stojąca prostopadle również z cegły, lecz jaśniejszej, bo opalonej od południa słońcem stodoła. W połowie długości ozdabia ją surowy cokół z polnych kamieni a całość przykrywa czerwona karpiówka. Matowa faktura nie otynkowanych ścian obu budynków naturalnie współgra z odkrytymi łukami sklepienia naszej kuchni. Zieleń traw za oknem i liści kwiatów na parapecie, ciepłe odcienie cegieł na stodole sąsiadki i na suficie u nas, a między nimi błękit nieba, wiecznie zmieniające się biele i szarości chmur, wszystko to zdaje się przynależeć do jednego niczym nie zakłóconego świata.
             Wnętrza wyposażone są w oryginalne meble zachowane jeszcze z przed wojny z naszego domu, albo od sąsiadów lub z okolicznych wiosek i od gatunków drzew, z których zostały zrobione nazwaliśmy nasze pokoje. Wszystkie trzy i dwa apartamenty mają łazienki z toaletą, umywalką i wanną lub kabiną prysznicową. Na parterze, naprzeciwko głównego wejścia, oddzielona korytarzem od kuchni-jadalni, znajduje się jeszcze jedna wspólna toaleta. Na zewnątrz, kilkadziesiąt metrów od budynku jest przydomowa oczyszczalnia ścieków. Wodę mamy z własnej studni, grzeje ją jak i cały dom nowoczesny piec na węgiel typu ekogroszek. Poza nim są jeszcze dwa duże piece kaflowe mogące ogrzać oba apartamenty i dwa kominki będące w stanie dać ciepło w kuchni, w naszej sypialni i w największym Pokoju Dębowym na poddaszu, co stanowi dodatkowe alternatywne źródło ciepła. Mamy dwie kuchnie jedną w domu, będącą także jadalnią, drugą na zewnątrz, pół otwartą. W obu są zainstalowane kominki, wewnątrz zamknięty, dogrzewający jadalnię, a w letniej kuchni otwarty, dodatkowo z ruchomym rusztem do pieczenia. Jesteśmy wegetarianami, ale można tu upiec nie tylko warzywa czy owoce, jak też niezależnie od pogody miło spędzać czas. Poza tym miejscem mamy jeszcze do wypoczynku ogród z sadem i łąką, a 100 metrów za domem rozciąga się już w Dzikim Wąwozie Park Krajobrazowy Doliny Bobru. Obejmuje on najbliższy kilkuset hektarowy obszar dookoła Pokrzywnika. Do jego zwiedzania wypożyczamy nasze rowery górskie i na zamówienie wycieczki bryczką, lub konno wierzchem od sąsiadów.
             Nie posiadamy telewizora, ani dla nas, ani dla gości, lecz zamiast tego, w korytarzu na piętrze znajduje się biblioteczka z wielojęzycznymi książkami, albumami, przewodnikami, mapami i czasopismami. Nie palimy papierosów i jesteśmy wdzięczni naszym gościom, za to, że rozumieją, iż w całym domu nie pali się tytoniu. Można to robić na zewnątrz, na przykład w letniej kuchni, przy kominku, by nie zaśmiecać podwórka niedopałkami.
             Cały dom zbudowany jest z naturalnych materiałów cegły, drewna i kamienia. Mury i ściany otynkowane są naturalną zaprawą wapienno-cementową bez sztucznych dodatków. Podłogi w kuchni i łazienkach mają kamienną terakotę, a we wszystkich pokojach bukową deskę, stropy są ze świerku i modrzewia. Staramy się używać jak najmniej plastiku i folii, więc w domu znajduje się niewiele przedmiotów z tworzyw sztucznych. Śmieci segregujemy, a co roku na wiosnę wspólnie z mieszkańcami organizujemy akcję 'Sprzątanie Pokrzywnika', która obejmuje czyszczenie i porządkowanie nie tylko każdego indywidualnego gospodarstwa, lecz całej wioski z jej najbliższym otoczeniem dróg, ścieżek, łąk i lasu.
Logo