Na Maciejowiec

             Po długiem oddaleniu jakże ujrzeć miło
             To miejsce - gdzie się dawniej w szczęśliwości żyło...
             Tak wspominał Adam Jerzy Czartoryski w swym 'Powrocie do Puław' umiłowane rodzinne zakątki. Prawie nie zmieniając jego słów i tylko nazwę miejscowości, to samo można powiedzieć o Maciejowcu, malowniczo położonym opodal Bobru, wśród łagodnych wzniesień i dolin Pogórza Izerskiego.
             O czwartorzędne lipy, buki wyrosłe,
             Witam was znane ścieżki, pagórki zarosłe;
             Dziki Wąwozie, parku pałacowy,
             Witam was i ciebie, dworze Maciejowy!?

             Wędrowiec, który trafi do Maciejowca, urzeczony zostanie klimatem starej, upadającej budowli. Ze zniszczonych otworów po oknach o złotych proporcjach, roztaczają się w dali obrazy, niby tła z pejzaży mistrzów renesansu. Z każdego inny widok: dolina, wzgórze, pochyła łąka, czereśniowa droga. Gdy w prostych, kamiennych ramach zatrzymać na pierwszym planie kobiecą postać, dzieło jest już skończone.
             Odgłosy z drogi w dole, hałasy zwierząt domowych, krzątanina i szmery z podwórza przy zabudowaniach nadleśnictwa, na przeciw dworu, przydają temu zakątkowi sielski charakter. Podobna atmosfera panowała tu przed wiekiem, dwoma, trzema, przed pięciuset, czy siedmiuset laty, kiedy dookoła rozlegały się nawoływania murarzy, cieśli, zewsząd dochodziło bezustanne stukanie narzędzi, rżenie koni ciągnących na budowę kamień, piaseki drewno.
              Wzgórze o naturalnych obronnych walorach, usytuowane przy szlaku, dobrze pasowało na założenie rodowej siedziby. Możliwe, iż dzieła tego dokonał rycerz Mathias, od którego imienia prawdopodobnie pochodzi nazwa miejscowości, Mathiasdorf. Kształt dworu świadczy o wcześniejszej, pierwotnej budowli, wieży obronnej, nawet z XIV wieku. Wzorowała się ona zapewne na większej, słynącej z niespotykanych, jedynych w tej części Europy malowideł, przedstawiających dzieje sir Lancelota z jeziora, rycerza Okrągłego Stołu.Oba zabytki, gotycka wieża w Siedlęcinie i renesansowy dwór w Maciejowcu łączy wyjątkowa czystość stylistycznai prostota, wynikająca szczęśliwie z niewielu zmian jakich tu dokonano na przestrzeni wieków.
             Nieopodal zaniedbanych dworskich obejść, w otoczeniu jadalnych kasztanów, lip, tulipanowców, buków, jodeł, świerków i modrzewi,stoi nieco mniej wyrafinowana pod względem stylu budowla. Typowy prosty piętrowy pałac z pierwszej ćwierci XIX wieku, szybko wyparł z głównej roli stary dwór. Już przed stu laty wyposażony we wszelkie wygody - bieżącą i ciepłą wodę oraz windy, tym bardziej przyczynił się do jego upadku. W zamian za to, budując nową siedzibę,kolejni właściciele Maciejowca subtelniej ukształtowali przestrzeń wokoło i założyli rozległy angielski park. Z pałacowego tarasu, ponad szeroką łąką i ścianą lasu, przy dobrej pogodzie, czeka niespodzianka,widok Śnieżki. Gęsi ze dworu spacerują polną drogą, krowy skubią pałacową trawę, nad którą śpiewają skowronki. W dali, z pomiędzy drzew niekiedy ukazują się sarny, schylają główki, znikają w zieleni i ponownie się pojawiają. Albo - nieoczekiwanie zastygają w bezruchu nastawiając uszy i jak błyskawice uciekają sprężystymi susami w Dziki Wąwóz.
             Do tej pięknej doliny, zaprasza ciągnąca się od pałacu świerkowa aleja, na krańcu której majaczy w zdziczałych zaroślach zniszczona grecka świątynia. Mauzoleum, kryjące w podziemiach szczątki niegdysiejszych mieszkańców pałacu, broni i ozdabia niby milczący duch, zakuta w biały marmur postać opierającej się o krzyż, odzianej w tunikę pół nagiej kobiety.
             W bok od świątyni, pomiędzy srebrnymi pniami buków, przykryta złotymi liśćmi, wije się niewidzialna dróżka opadająca brzegiem wzgórza. Jej trasę wyznaczają jedynie ukształtowanie podłożai zachowane gdzieniegdzie resztki kamiennych ław zapuszczonego parku. Kilkadziesiąt metrów daleji parę pięter w dół, wzdłuż potoku, pośród wystających ze ścieżki skał, korzeni, przecinany na przemian delikatnymi strumykami, albo pniami zwalonych drzew, ukoronowany na dnie kolosalnymi świerkami, oraz grupą popękanych granitowych bloków, tworzących naturalne jaskinie, króluje Dziki Wąwóz.
             Niezwykły o każdej porze dnia i roku, stanowi tajemniczą przestrzeń, niby granicę pomiędzy legendą, a rzeczywistością. Trudno określić, w którym miejscu się zaczyna, nie wiadomo kiedy się kończy, nie jest oczywiste dokąd prowadzi, czyją jest Panią, Jeziora (?), Pilchowickiego (?), lub Panem, Dworu (?), Maciejowieckiego (?).
             Dziki Wąwóz, stary dwór, pałac, park, wzgórza, łąki, las, sztuczne jezioro i sąsiadujący z Maciejowcem Pokrzywnik, tworzą osobny świat, za którym tęskno gdy się go opuszcza i miło kiedy się doń wraca.To ciche miejsce, odległe od współczesnego zgiełku i wielkich małych spraw, odruchowo kojarzy się z Puławami, lecz jednak nie do końca. Jak tam, tak i tutaj jest park i pałac. Podobnie puławski Domek Gotycki można by odnieść do tutejszego starego dworu, ówdzie rzymska Świątynia Sybilli, a tu grecka ze szczątkami tutejszych mieszkańców. Nawet najbardziej znany kościół w Puławach ma kształt rotundy, zupełnie jak Maciejowiecka kapliczka pałacowa, zaś otaczające rodową siedzibę Czartoryskich okoliczne wąwozy lessowe przywołują na myśl Dziki Wąwóz i Pokrzywnik.
             Dziwnie pokrewne formą i budową, tak odległe od siebie Puławy i Maciejowiec, różni jedynie stan w jakim się znajdują. W przeciwieństwie do puławskiego pałacu, maciejowiecki, razem ze starym dworem przedstawia obraz katastrofy.
             Nic nie stoi, więc na przeszkodzie by wzorem Puław stworzyć we dworze w Maciejowcu kwitnący ośrodek sztuki, kultury i nauki. Na początek - jak tam tak i tutaj - niezobowiązujący zbiór pamiątek narodowych i obcych. Albo coś jeszcze bardziej bliskiegoi otwartego. Niechby odżył tu dom, taki, który przyjmowałby zbłąkanego wędrowca niespotykanym gdzie indziej czarem, ciepłem i spokojem, gdzie można byłoby tworzyć, odpoczywać i cieszyć się klimatem kruchego, ziemskiego raju.
Logo