Pod Pokrzywnik

             Na krańcu świata, z dala od głównych szlaków, w bok od powiatowej drogi, w otoczeniu wzajemnie przesłaniających się bliższych i dalszych szczytów Pogórza Izerskiego, oraz królującej na horyzoncie Śnieżki, kryje się Pokrzywnik. Widziany z oddalenia na tle Zamkowej Góry z surową bryłą Maciejowieckiego dworu, zdaje się przynależeć do niego jako podgrodzie, a nie istnieć osobno na sąsiednim wzniesieniu. Od północy ochrania go niby archaiczna fosa - Dziki Wąwóz z wartkim potokiem spływającym do Bobru cicho sunącego poniżej Zapory Pilchowickiej. Od wschodu strzegą go na kształt średniowiecznych wież wulkaniczne stożki Gór Kaczawskich, a od południa przypominająca stary obronny wał masywna ściana Karkonoszy.
             Życie na uboczu oszczędziło wsi udziału w dramatycznych wydarzeniach na przestrzeni wieków. Nie ma tu zamku, kościoła, wielkich pamiątek historycznych, nawet własnej kapliczki. Najbliższa świątynia, barokowa w kształcie rotundy znajduje się w pobliskim Maciejowcu, który użycza jej Pokrzywnikowi w niedziele i święta. Wioska położona jest na tym samym poziomie, co kapliczka za doliną i Dzikim Wąwozem. Prowadzi do niej jedna droga pod górę, a dzięki temu, że ma kształt litery 'S' wieś w przeciwieństwie do typowej ulicówki tworzy zwartą zabudowę. Prawie wszystkie domy mają dwuspadowe dachy z czerwoną karpiówką kładzioną w koronkę, a na niektórych widać jeszcze drewniane belki muru pruskiego. Niewielka ilość gospodarstw, ich bliskość usytuowania względem siebie, wtopienie się w zieleń wiekowych lip i kasztanów, stojących na straży każdego z domostw nadają im harmonijny wyraz jednorodnej, cichej osady.
             Istnienie Pokrzywnika odnotowano w dokumentach już w XIV wieku, chociaż wioska jak wiele jej podobnych, mogła powstać wcześniej, niż mówią o tym źródła pisane. Sąsiadujący z nią Maciejowiec pojawił się w nich w 1386 roku. Pokrzywnik zaś jedenaście lat później - w 1397. Pierwotnie zwał się Rymendorf, które to brzmienie może wskazywać na pierwszego właściciela, lub założyciela wioski o nazwisku Rymo, będącego jednym z rajców lwóweckich. Nie wiadomo czy częściej przebywał on w Pokrzywniku czy raczej we Lwówku. Droga ze wsi do miasta i z powrotem mogła zajmować mu wystarczająco niewiele czasu by załatwić sprawy w ratuszu, zakupy i zdążyć jeszcze przed zmrokiem do domu. Zarówno interesy jak i splendor były większe tam niż tu. Ale jeśli lubił sielski klimat, to mógł tutaj mieszkać. Nie chcąc się czuć zupełnie na odludziu wystarczało mu wyjść na południowy skraj wsi, by z lekkiego wyniesienia cieszyć oczy leżącą nieopodal w kotlinie książęcą Jelenią Górą.
             Większość z zachowanych do dziś około 20 - tu domów ma ponad 100 lat, kilka pochodzi z drugiej połowy XIX wieku, a najstarszy, niewiele odróżniający się od pozostałych, także piętrowy z charakterystycznym murem pruskim, stoi nieco oddalony od drogi, w środku wioski. Nad wejściem do niego, zlewa się z szarością wypłukanej deszczami i wysuszonej słońcem dębowej belki, ten sam odcień kawałka drewna z wyciosanymi w nim cyframi - 1774.
             W sąsiedztwie drzemie opuszczony, młodszy dom z 1870 roku. Chylące się ku upadkowi brunatne ściany, porośnięte mchem szare dachówki, spękania murów nad kamiennymi okienkami stajenki, kury biegające po łysym podwórku lub wysiadujące na stercie gnoju na wprost domostwa i rudy kundelek uganiający się za nimi, tudzież za każdym przechodniem pojawiającym się za drewnianym płotkiem, przenoszą wędrowca w XIX wiek.
             Naprzeciw, za jaśniejszymi niedawno wstawionymi w miejsce starych sztachetkami, rzuca się w oczy niski piętrowy dom, z zachowaną oryginalną galeryjką - balkonikiem nad wejściem i królującym nad nim wspaniałym kasztanem.
             Po drugiej stronie drogi, kilkanaście metrów dalej przygląda mu się niemal stuletnia wieża remizy strażackiej. Na dole murowana, pobielona wapnem, wyżej drewniana, ozdobiona w szczycie wyciętym z lipy swojskim emblematem, hełmem strażackim ze skrzyżowanymi toporkami i datą 1911.
             Wracając wzrokiem na ziemię, kątem oka wyczuwa się na prawo nieoczekiwany widok. Na tej samej wysokości, na której się znajdujemy, nad pobliską łąką, w oddali z pomiędzy drzew wyłania się fragment fasady ogrodowej pałacu w Maciejowcu, z ledwie rozpoznawalną jaśniejszą częścią tarasu, oknami wokoło i wyraźnie odcinającym się na tle zieleni czerwonym dachem. Uważniej wpatrując się w niezbyt odległy pejzaż zdaje się widać wystającą ponad dachówkami dzwonnicę - latarnię barokowej kapliczki, stojącej po drugiej stronie pałacu, przed jego frontem, choć to pewnie raczej złudzenie, niż rzeczywistość, spowodowane świadomością istnienia barokowej świątyni.
             Idąc dalej mija się granitowy obelisk z żelaznymi krzyżami, zwieńczony do niedawna stylizowanym hełmem. Jeszcze przed kilku laty był kompletny, z tablicą upamiętniającą poległych w pierwszej wojnie światowej, dziś jest już jakby łysy, bez nakrycia i nagi - niemy pozbawiony słów inskrypcji.
             Tuż za nim wysokie trawy zarastają wjazd prowadzący do nieistniejącego domostwa na skarpie. Została z niego jedynie część ceglanego muru z wysokimi łukowatymi oknami skąd pomiędzy chaszczami rozplenionymi w dawnej dużej sali widać ciemny dach budynku poniżej na zakręcie i drogę prowadzącą do Pokrzywnika. Gdy pobyć tu dłuższą chwilę można odnaleźć ślady dawnego życia. Fragmenty fundamentów zabudowań gospodarczych, ukryte w krzakach w kopcu zszarzałe, przekrzywione drzwi w kamiennym portalu wciąż użytkowanej ziemianki. W bok od niej ledwie dostrzegalna ścieżka prowadzi do zapuszczonego sadu na lekkim wzniesieniu i na łąkę.
             Równie urokliwe miejsce znajduje się wracając do drogi, po jej drugiej stronie, tuż za remizą. Nie przeszkadza, iż jest to największy budynek ze stajniami, stodołami i spichlerzem tworzącymi z nim kształt litery 'L'. Część korpusu mieszkalnego zasłania obszerny dziedziniec od hałasów z zewnątrz. Podwórze wyłożone dużymi płytami z różowego i szarego piaskowca urozmaica wielka kamienna wanna, będąca jednocześnie naturalną studnią z wodą sączącą się od dziesiątków lat pod własnym ciśnieniem z pobliskiego pola powyżej. Kolosalny piętrowy dom stoi na skarpie, w której kryją się obszerne piwnice. Jego masywna bryła nieco przytłacza na ostrym zakręcie, gdy się już prawie wjeżdża na górę do Pokrzywnika. Dopiero po bliższym poznaniu całej budowli daje się rozpoznać z drogi z dołu poszczególne jej fragmenty i otoczenie. Centralna kamienna stajnia wsparta pośrodku na dwóch kolumnach podtrzymujących łukowe sklepienie otwiera się na przestrzał wychodząc na czysty niczym nie zastawiony dziedziniec i z drugiej strony na ogród jak z bajki przecięty w dole niewidzialnym strumykiem. Wzdłuż niego w dziewiczym sadzie na lekkim stoku, w feerii zieleni świeżych traw i liści wszelkiego rodzaju krzewów owocowych, bezustannie pulsuje malutka pasieka. Parę kroków dalej, jednym bokiem do skarpy usytuowano kilkunastometrowy warzywnik. Otacza go prosty płotek sporządzony ponad ćwierć wieku temu z cieniutkich jak palec równych patyczków wbitych w ziemię, wzmocnionych tylko dwiema liniami tak samo delikatnych poprzecznych żerdek. Mimowolnie kierując myśli w dół, ku drodze każdy hałas zbliżającego się pojazdu drażni i stawia człowieka w stan gotowości. Tu natomiast powyżej, niemal wszystkie dźwięki dochodzące z dołu tracą złowrogi ton, prawie nie naruszając bajkowego spokoju.
             Pokrzywnik znajdując się z dala od świata i od głównych traktów prowadzących do niego, szczęśliwym zbiegiem okoliczności jest aż do dziś zupełnie osobnym, nieznanym miejscem na ziemi i takim niech pozostanie.
Logo